Tegoroczny lockdown, związany z pandemią COVID-19, wywrócił do góry nogami świat, jaki znaliśmy. Biznesy, które nie były przygotowane na następujący z dnia na dzień kryzys, przypłaciły to zamknięciem działalności. Według danych Bisnode, od stycznia do września w Polsce zawieszono prawie 185 tys. działalności, a do pierwszej połowy 2020 roku sądy gospodarcze ogłosiły postanowienia o upadłości 295 firm. Jak sklepy mogły temu zaradzić i czy da się przekuć trudne doświadczenia w optymistyczną prognozę przyszłości?

Nowe oblicze handlu. E-commerce to przyszłość, która już nadeszła

28,2 miliona – tyle wynosi liczba internautów w Polsce, według tegorocznego raportu Gemius “E-commerce w Polsce 2020”. Co więcej, aż 72 proc. internautów robi zakupy w polskich sklepach internetowych. Wzrastające z roku na rok zainteresowanie handlem elektronicznym w Polsce pozwala śmiało stwierdzić, że e-sklepy są przyszłością gospodarczą kraju, a większościowe zagarnięcie przez nie rynku zbytu – realną wizją. 

Internauci wybierają zakupy w sieci ze względu na dostępność sklepów online przez całą dobę, wygodę oraz nieograniczony czas wyboru kupowanych produktów. 

Lockdown w handlu – sprzedażowe “być, albo nie być”

W 2020 roku doszedł jednak jeszcze jeden, bardzo ważny czynnik, który motywuje do zakupów online. Właściciele e-sklepów, którzy go zignorują, albo nie będą wystarczająco elastyczni w prowadzeniu swojego biznesu, mogą liczyć się w najlepszym wypadku ze spadkami obrotów firmy, a w najgorszym – z zamknięciem działalności. Mowa tu o pandemii COVID-19 oraz obawie przed większymi skupiskami ludzi, których trudno uniknąć będąc na zakupach w sklepach stacjonarnych. 

W połowie marca 2020 roku w całym kraju nastąpił tzw. lockdown, a codzienne życie przeniosło się w większym stopniu do sieci. Ludzie z obawy o zdrowie swoje i najbliższych, unikali zbędnych wizyt w sklepach, a szkoły, urzędy oraz firmy weszły w tryb zdalny. Miejsca w których normalnie przebywa wiele osób – siłownie, galerie handlowe, a nawet niektóre kościoły – zostały zamknięte do odwołania. 

Był to naprawdę trudny sprawdzian dla handlu, który aby przetrwać, musiał nadążyć za nagłą zmianą i również przenieść swoje funkcjonowanie do sieci. Biznesy, które do tamtej pory prowadziły sprzedaż online równolegle do stacjonarnej, przeszły na “tryb zdalny” i nie odniosły większych strat. Z kolei sklepy stacjonarne, które nie istniały w świecie online, mogły albo w błyskawicznym tempie dostosować się do nowej rzeczywistości, albo liczyć na łut szczęścia. Niestety, po zniesieniu niektórych ograniczeń i wznowieniu sprzedaży stacjonarnej okazało się, że wiele z nich nie przetrwało. 

Przetrwają nie najsilniejsi, a najsprytniejsi

Lockdown przyspieszył to, co od dawna prognozowali eksperci środowiska e-commerce. E-handel stał się prawdziwym kołem ratunkowym dla wielu stacjonarnych biznesów, co pokazują dane PrestaShop (platforma e-commerce): od początku lockdownu liczba e-sklepów wzrosła o 39%. Dzięki temu sprzedawcy mogli – pomimo utrudnień – utrzymać się na rynku i pozostać w grze. Dla wielu był to strzał w dziesiątkę. Po zniesieniu obostrzeń okazało się, że funkcjonowanie w sieci jest bardziej opłacalne i wiele marek zaniechało powrotu do placówek stacjonarnych, albo zdecydowało się na zamknięcie części z nich. 

Podsumowanie

Wiele wskazuje na to, że pod koniec roku czeka nas powtórka z rozrywki – wciąż wzrastająca liczba zakażeń COVID-19 nie brzmi optymistycznie. Na szczęście większość sklepów ma już doświadczenie w funkcjonowaniu w sieci. Te, które jeszcze nie przeniosły się do świata online, z pewnością będą trzymały rękę na pulsie i zareagują w porę, ucząc się na błędach biznesów, które lockdown zmusił do zamknięcia działalności.